Dziennikarz

Z miłości do piwa

Browar PINTA stawia na nowe smaki i rozwój.

Kto by pomyślał, że wycieczka na Europejski Festiwal Piwa w Kopenhadze w 2008 r. zaowocuje powstaniem browaru kontraktowego. Na pewno nie Ziemowit Fałat, odpowiedzialny za tworzenie receptur w Browarze PINTA i współwłaściciel sklepu Browamator. Przynajmniej tak mówi. Wtedy kierowała nim chęć sprawdzenia, co w trawie piszczy, poznania nowych smaków i, jak sam pisał, zobaczenia, jak to (czyli warzenie piwa w browarach rzemieślniczych i restauracyjnych) się robi w Danii. Zakończyło się spróbowaniem kilkudziesięciu rodzajów piw (w tym warzonych w Polsce), pochwałami dla większości oraz zachwytem nad jednym z nich: „Wspaniałe, piekielnie nachmielone, a przy tym zrównoważone podwójne IPA – warzone przez Japończyka Joshii Ishii gościnnie w norweskim browarze Nogne-O” – wspomina na stronie swojego sklepu oferującego sprzęt i surowce dla piwowarów domowych oraz browarów rzemieślniczych. To właśnie w Danii twórcy PINTY utwierdzili się w przekonaniu, że minibrowary założone przez piwowarów domowych mogą odnieść sukces. Niespełna trzy lata później – 28 marca 2011 r. – powstał Browar PINTA, co odbiło się szerokim echem na portalach branżowych, blogach i forach. Zresztą i sami zainteresowani od razu podzielili się ze światem piwowarskim swoimi zamierzeniami. „Na pierwszy ogień wypuszczamy American India Pale Ale. Warzymy dziś od szóstej rano. Zatarliśmy już pierwszą warkę, za chwilę do kotła powędruje niemała ilość Simcoe, Amarillo, a do whirlpoola Cascade i Citra. Cała akcja trwa w zaprzyjaźnionym browarze na Jurze” – relacjonowali na bieżąco pomysłodawcy PINTY na forum .

I tak powstał jeden z najpopularniejszych produktów PINTY – Atak Chmielu, czyli American India Pale Ale. Jak podkreśla Ziemowit Fałat, bardzo oryginalny ze względu na użycie wielkiej ilości bardzo aromatycznego, wyrazistego amerykańskiego chmielu. Same przygotowania do premiery tego trunku trwały sześć miesięcy.

pinta3_MS_02

Browar PINTA ma trzy głowy – Grzegorza Zwierzyny, Marka Semli oraz Ziemowita Fałata. Wszystkie trzy zakochane w piwie i wierne idei warzenia piwa niezwykłego

Połączone doświadczenie
Browar PINTA ma trzy głowy – Grzegorza Zwierzyny, Marka Semli oraz Ziemowita Fałata. Wszystkie trzy zakochane w piwie i wierne idei warzenia piwa niezwykłego. Niezwykłego, czyli, jak mówią, takiego, jakiego żaden polski browar wcześniej nie warzył. „Pracując w branży piwowarskiej, zaczęliśmy zauważać, że nam Polakom współczesny świat piwa zaczyna uciekać. Owszem, powstawały nowe browary, ale w porównaniu z innymi krajami było ich bardzo mało i były to głównie browary restauracyjne z ograniczoną ofertą piwa. Z drugiej strony pojawiły się w Polsce możliwości surowcowe, których wcześniej nie było. Polskie browary mają dziś dostęp do najlepszych surowców piwowarskich z całego świata. I tak, wspólnie z Grzegorzem Zwierzyną i Markiem Semlą, pewnego dnia podjęliśmy decyzję o tym, by zacząć warzyć piwo komercyjnie” – opowiada Ziemowit Fałat.

A warto dodać, że panowie nie są nowicjuszami. Wszyscy od lat obecni są w branży piwowarskiej. Marek Semla i Grzegorz Zwierzyna związani są Piwiarnią Żywiecką. Grzegorz Zwierzyna jest też Kawalerem Złotego Chmielu. Z kolei Ziemowit Fałat to piwowar domowy, współzałożyciel Browamatora, współzałożyciel Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych.

Zanim w marcu 2011 r. narodziło się pierwsze piwo marki PINTA, powstał inny trunek, który do tej pory znajduje się w ofercie tego browaru kontraktowego

Na początku było piwo
Ale po kolei. Zanim w marcu 2011 r. narodziło się pierwsze piwo marki PINTA, powstał inny trunek, który do tej pory znajduje się w ofercie tego browaru kontraktowego. „W zasadzie zaczęło się w 2010 r. od piwa A’la Grodziskiego, piwa nawarzonego w lubelskim browarze Grodzka 15. Pomysł był taki: przyjeżdżamy z własną recepturą, z własnymi surowcami, warzymy i wyjeżdżamy z własnym piwem, za które bierzemy pełną odpowiedzialność. A’la Grodziskie pojawiło się akurat w zeszłym roku jako rozwinięcie dyskusji o tym, że żaden browar nie chce się podjąć produkcji piwa nawiązującego do Grodziskiego. Było dużo spekulacji na temat tego, czy taki projekt się opłaci, czy ktoś będzie chciał pić to piwo. W związku z tym, że bardzo lubię ten styl i często go warzę w domu z dobrym efektem, postanowiłem zaryzykować. O tym, że nawarzę takie piwo, napisałem w jednym z wątków na forum , chociaż wtedy jeszcze nie wiedziałem, z kim i w którym browarze. Zadzwoniłem do Grześka Zwierzyny, chodziło o to, żeby to piwo jakoś dystrybuować. Grzesiek od razu powiedział «OK» i w ten sposób powstało 1666 butelek piwa A’la Grodziskie. To był początek warzenia kontraktowego” – wspomina narodziny współpracy Ziemowit Fałat.

Sukces A’la Grodziskiego był ostatecznym bodźcem, który przesądził o powołaniu do życia wspólnego projektu. Już wiadomo, że ten pomysł był strzałem w dziesiątkę. Dziś, już jako PINTA i w innym browarze, mają na swoim koncie 30 rodzajów piw, które trafiły do sprzedaży. Wiele z nich w niewarzonych wcześniej w Polsce stylach, jak m.in. Sahti, Weizenbock, Imperial IPA, Imperial Witbier. „Stworzyliśmy też własne, autorskie style, jak Imperialny Porter Bałtycki czy Ryżowa IPA” – mówi z dumą Fałat.

pinta1_MS_02

Wybuchowa mieszanka
Na czym polega niezwykłość PINTY? To browar kontraktowy, czyli wytwarzający piwo w wynajętej części zakładów produkcyjnych innych browarów. PINTA aktualnie wynajmuje urządzenia od dwóch browarów – w Zawierciu oraz w Zarzeczu koło Żywca. „Dostarczamy wszystkie surowce, opakowania (butelki, kapsle), sami zamawiamy etykiety i etykietujemy piwo. Oczywiście, receptury również są nasze. Nadzorujemy zarówno proces warzenia, jak i fermentacji, leżakowania oraz rozlewu. Piwo w całości dystrybuowane jest przez jedną firmę, z którą współpracujemy, czyli przez Krainę Piwa” – opowiada o specyfice pracy kontraktowej Ziemowit Fałat.

Nie jest to pierwsza tego typu inicjatywa w naszym kraju, ale zdecydowanie najbardziej znana. W ciągu trzech lat udało się nawiązać współpracę z pubami i sklepami w wielu miastach w Polsce, zdobyć deszcz nagród i wyróżnień w plebiscytach i na festiwalach, także poza granicami naszego kraju, m.in. podczas VIII International Beer Competition w Miszkolcu, na Węgrzech i, co najważniejsze, zdobyć uznanie konsumentów. Bo warto podkreślić, że od początku istnienia ten projekt przynosi zysk. I choć pod względem produkcji nie może się równać – i na razie nawet nie próbuje – z dużymi browarami, to z roku na rok do beczek i butelek trafia coraz więcej piwa pod tym znakiem. W 2011 r. w PINCIE uwarzono 780 hl piwa, w 2012 r. już 1700 hl, a w 2013 r. – 4 tys. hl. W tym roku ta liczba ma się zwiększyć do co najmniej 6 tys. hl. „W 2014 r. wypuścimy co najmniej milion półlitrowych porcji PINTY – zarówno w butelkach, jak i w beczkach” – zapowiada Fałat.

Do sukcesu przyczyniła się też mieszanka bezkompromisowości i żyłki eksperymentatorskiej. „Nie znosimy tzw. «owczego pędu». Staramy się robić to, czego nikt wcześniej w Polsce nie robił, i jednocześnie unikamy powielania obcych pomysłów. Dodatkowo, jeżeli chodzi o surowce, nie stosujemy żadnych kompromisów, a jednocześnie nie boimy się eksperymentować” – mówi o przewadze PINTY nad dużymi browarami Ziemowit Fałat.

Oczywiście, nikt nie jest nieomylny i zdarzały się albo piwa mniej udane, albo te, z których trzeba było zrezygnować z powodu kłopotów przy warzeniu (m.in. Pszekoźlak oraz Das IPA). Jednak wciąż przeważają udane połączenia. Stałe miejsce w ofercie PINTY znalazło 18 piw, m.in. Atak Chmielu, Viva la Wita!, Dobry Wieczór, Apetyt na Życie, Koniec Świata, Imperium Atakuje, Grodziskie 2.0 i Oto Mata IPA. Największym hitem, nieustająco, jest Atak Chmielu. Równie popularne są Viva la Wita!, Oto Mata IPA, Imperator Bałtycki. Bywa też tak, że coś, co miało być przygodą, okazywało się przebojem. „Zaskoczyła nas popularność piwa w stylu Sahti pod nazwą Koniec Świata. Traktowaliśmy to jako eksperyment – to piwo warzone jest tradycyjnie w Finlandi – bez chmielu, bez gotowania, filtrowane jest na gałęziach z jałowca, fermentowane drożdżami piekarskimi. Na premierze piwa w pubach w Polsce podawaliśmy je chochlą z wiadra, żeby było nienagazowane i żeby nie miało piany. Odzew był bardzo pozytywny i zostaliśmy niejako zmuszeni do warzenia tego piwa na stałe” – śmieje się Ziemowit Fałat.

Z dystansem
Piwa PINTY trudno przeoczyć na sklepowej półce. Bo skoro same trunki miały być inne niż te obecne do tej pory na naszym rynku, to również ich etykiety powinny być wyjątkowe. I tak wyróżniają się one nietypowymi nazwami i ciekawym designem. I choć wszystko utrzymane są w tej samej stylistyce, to każdy rodzaj piwa ma własną etykietę, nawiązującą nazwą i kolorem do nazwy oraz zawartości butelki. Projekty pierwszych etykiet piw PINTY wyszły spod ręki Marka Semli i mieszkającego w Polsce ormiańskiego artysty Tigrana Vardikyana. Nawiązywały do konwencji pin-up girl. Na początku 2012 r. unowocześniono stylistykę (odpowiada za nią krakowskie studio projektowe MH-ART) i wprowadzono nowe etykiety. Równie niekonwencjonalne podejście jak do designu właściciele mają do nazw swoich trunków. Czarna Dziura, Dymy Marcowe, Dynamit, Viva la Wita, Imperium Atakuje prędzej skojarzą się z tytułami filmów niż piwem. Jednak oddają charakter zarówno całego projektu, jak i jego twórców. W zabawny i przewrotny sposób informują konsumenta, po jaki rodzaj piwa sięga. I tak wspomniane Dymy Marcowe to piwo marcowe dymione w stylu Rauchmärzen, a Viva la Wita! to trunek w stylu Imperial Witbier. „Nazwy dla nowych PINT to temat obecny w naszych głowach non stop. Nie da się tego wymyślić na żądanie, na poczekaniu, w ostatniej chwili. To wielodniowa lub wielotygodniowa wspólna obróbka kilku lub kilkunastu propozycji. Osobiście mogę się przyznać do kilku olśnień, które czasem przychodzą znienacka – jak Oto Mata IPA, Ce n’est pas IPA czy Apetyt na Życie. Natomiast nazwa Atak Chmielu była już zapisana w notatniku na długo przed pierwszym warzeniem PINTY” – opowiada Ziemowit Fałat.

Jednak choć nazwy mogą, a nawet mają być tworzone z przymrużeniem oka, to gdy przychodzi do samego piwa zaczyna się robić poważnie. Tu już nie ma miejsca na żarty. Za układanie receptur odpowiedzialny jest Ziemowit Fałat. Tworząc je, wykorzystuje swoje doświadczenie zdobyte podczas ponad 15 lat warzenia piwa w domu. Dlatego też większość piw PINTA najpierw warzona jest w skali 20 litrów właśnie w jego domu. Bo każdy wprowadzany rodzaj piwa ma być wyjątkowy, a jego smak ma zadowolić nawet najbardziej wymagających. Cóż, pewnie dlatego panowie najpierw testują propozycje na sobie. „O wprowadzeniu piwa do oferty decydują nasza intuicja, nasze zdanie i fakt, czy sami będziemy mieli ochotę pić piwo, którego nawarzymy” – mówiąc poważnie, bawi się słowem Ziemowit Fałat.

pinta2_MS_02

Nowe i stare cele
PINTA cały czas się rozwija. 26 czerwca otworzyła swój własny pub w Krakowie – Viva la PINTA. Na piwoszy czeka 14 nalewaków z własnymi piwami oraz zaprzyjaźnionych polskich i zagranicznych browarów rzemieślniczych. Jednocześnie cały czas powstają nowe rodzaje piw. W lutym pojawiły się dwie nowe wersje sztandarowego produktu PINTY – A’la Grodziskiego, a dwa miesiące wcześniej swoją premierę miał Imperator Bałtycki. W tym roku po raz kolejny piwowarzy stworzyli piwa wspólnie z zaprzyjaźnionymi browarami.
W maju tego roku swoją premierę miało nowe piwo – Przewrót Mleczny. Ten Double Chocolate Milk Stout to urodzinowy trunek uwarzony przez browarników z PINTY, AleBrowaru (to już druga kooperacja) i Piwoteki. Jak możemy przeczytać w relacji: „za zasyp (słody) odpowiada AleBrowar, chmielenie po stronie PINTY. Do tanku leżakowego dodaliśmy także 100 kg prażonego kakaowca z Ekwadoru”. Z kolei w marcu przedstawiono piwo Lublin to Dublin, mocniejszą wersję Stoutu Owsianego – efekt współpracy PINTY i O’Hara’s Carlow Brewing Co. Piwo to można również kupić w Irlandii.

Z roku na rok warzymy więcej piwa, ale tylko dlatego, że jest na nie ogromny popyt na polskim rynku

Jak widać, pomysłodawcy PINTY nie próżnują. „Z roku na rok warzymy więcej piwa, ale tylko dlatego, że jest na nie ogromny popyt na polskim rynku. Poza tym coraz więcej eksportujemy, bo mamy mnóstwo zapytań, i to nie tylko z Europy. PINTA jest dostępna w Skandynawii, na Węgrzech, w Estonii, w Hiszpanii i w Czechach. Będziemy też dalej kooperować z innymi browarami. W październiku będziemy warzyć np. we Francji” – zdradza swoje plany Ziemowit Fałat.

 

W pierwszej relacji z „miejsca akcji” na forum twórcy PINTY wspomnieli, że chcą, by ich piwa dostępne były w butelkach i w kilku miejscach z beczki. Dziś to się urzeczywistniło. Piwo z beczki dostępne jest w mniej więcej 100 pubach i restauracjach w całej Polsce. Butelki można kupić w sklepach specjalistycznych, ale też coraz częściej w normalnych, osiedlowych spożywczakach. A cele? Jak to bywa, są już nowe. Kolejne smaki, większa sprzedaż i rozwój marki. Jedno się tylko nie zmieniło. Piwa PINTY nadal mają być niezwykłe. Dalej też założyciele browaru wspólnie przemierzają świat w poszukiwaniu inspiracji. Odwiedzają festiwale piwne, browary, spotykają się z piwowarami. „Odwiedziliśmy już pół Europy, a także USA i Japonię. W przyszłym roku wybieramy się do Nowej Zelandii” – wymienia Fałat. I ciekawe tylko, jakie piwo z tego wyniknie…


aa